Urodziłem się w Mielcu 1968r.  Piszę więc poezję aby inni mówili i odkrywali, to co głęboko pochowane. Wszystko się zaczęło od E. Stachury i poezji śpiewanej, która wtedy najbardziej mnie uzewnętrzniała. Obecnie od ponad 20 lat mieszkam i pracuję w Grecji. Samotność i silnie odczuwana obcość na obczyźnie skłaniała mnie do coraz większych i mocniejszych refleksji nad sensem życia i chorobliwej obłudy, która mnie otaczała. Jedyna książką jaką można było tu zdobyć po polsku, była Biblia. Dzięki niej mogłem dokonać ważnych przemeblowań w moim życiu jak i stała mi się główną inspiracją w pisaniu poezji współczesnej. Gitara więc odeszła na drugi plan. Staczając wewnętrzną walkę z poezją, zrodziło się nieodparte pragnienie dzielenia się słowem.  W takich okolicznościach narodził się przed laty pierwszy wiersz, których z czasem przybywało.

Do tej poru publikowałem w Internecie. Uczestniczę w Konkursach poetyckich, niektóre wiersze znalazły się też w Antologiach. W 2012 czytelnicy mojej poezji przyczynili się do wydanie mojego Tomiku „Piętno umęczonej ziemi”.

na mocy krwi

od kiedy
Kain zamordował Abla

zabijam kamieniem
własne myśli

składam zadośćuczynienie

jestem Ablem
mam sześć tysięcy lat

żyję –


pogorzelisko

w ruinach starego domu toczą się
jeszcze nieme
dialogi  nadwyrężonych stosunków

przekreślają gwarancję
na spójność zaprawy

zwęglone okiennice przyciągają
by dotrzeć głębiej
wzrokiem w powieść krwistych dachówek
tego co pod nimi obolałe
w zgliszczach

mówią
nigdy nic ich nie łączyło
jedynie ogień chorobliwej zazdrości

jednej nocy strawił wszystko


codziennie potykam się o kamień


nie mam wiele z alpinisty
choć smycz wodzi ciało
na pokuszenie

z każdym dniem
na nowo
rozpalam latarnie
wskazując
drogę statkom

ujarzmiam tęgie wichry
niewielkim sterem

czasami jest zbyt późno
by zamknąć usta milczeniem
język potrafi rozpalić
gehennę


tradycyjnie

kolejny raz
wskrzeszamy boga

szopkę podziwiamy
szkoda że nie własną

leży bezradny
awaryjne wyjście

grzechów
kadzidło berło i mirrę

składamy bezmyślnie

by ponownie
zabić


odpowiem w zmartwychwstaniu drzew

(…)a księga zdarzeń zawsze otwarta w połowie.
W. Szymborska

rodzę się
wraz ze mną młody las
upada powstaje
w odradzających się pniach
szukam sensu istnienia

religia polityka

martwe gałęzie na drzewie pokoleń
kwitną a jednak
pozbawione tajemnicy owocowania
prężę pierś zachłannie smakując życie
może jeszcze zdążę

pożar
ktoś się odważył bawić zapałkami
wzdłuż zwęglonej brzozy
zgliszcza pamięci
hołd

rodzić się na śmierć
jedyne co pozbawione sensu

zabawmy się przez chwilę
w chowanego
w życie


słowa  szczerzą zęby

łaknę
jak każdy kwiat suchej ziemi
zwilżenia ust dotyków
zażyłej czułości

nie boję się poddać
każdemu głaskaniu
prężę
wątłą pierś
na wszystkie strony świata

prognoza pogody nie wróży nic na dłużej

wiatr nażarł się blekotu rozgrzesza pioruny
coraz bardziej szarpie w zajadłości szczęk

tonę w powodzi słów
bez zapachu


makatka z białej flagi

tępię topór z nienawiści
by nie zranić drzewa
buduję most na drugą stronę

sadzę róże
w hełmach nagie kolce
chwycę bagnety za ostrza
nie wykrwawi się życie
nie zranisz stopy
o kamień

wiatr rozrzuci kule
seriami jak nasiona kiedy wypuszczą
pnącza porosną pomniki bohaterów
kolejnej wojny o pokój

niepotrzebny nóż
uczę dzieci kroić chleb
ręką zamiast łez podaję
do picia deszcz obmywa ziemię
z hańby

pod płotem zachodzi
rdzą
silnik bombowca
przekuję na boski pług
rozbije wały obronne

i nie patrz tak na mnie
strzelaj jeśli chcesz
w serce
uzbrojone po zęby
miłością


zanim cienie ułożą się wygodnie

głodne oczy świtów
prowadzą przetarg
wewnątrz glinianej skorupy
o podtrzymanie
tlącego się knota    

w kojącym słowie
intensywność płomienia
rozświetla pogodne oblicze
jutrzenki

Please publish modules in offcanvas position.