Łysoń Katarzyna

Urodzona 29 grudnia 1984 roku w Mielcu, gdzie mieszka do dziś. Ukończyła I Liceum Ogólnokształcące im. Stanisława Konarskiego w Mielcu i Uniwersytet Rzeszowski (2008) z tytułem magistra historii, która to dziedzina jest jej wielką pasją, a zwłaszcza historia polskiej kultury i obyczajów. Jest nauczycielką w Zespole Szkół Społecznych w Glinach Małych.

 

Od dzieciństwa pisze wiersze i krótkie felietony, które ukazywały się głównie w „Głosie Radości” – ówczesnym piśmie Parafii Trójcy Przenajświętszej. Jeden z jej wierszy – „Kolęda o nadziei” – znalazł się na płycie zespołu parafialnego „Łódź Piotrowa” (z muzyką autorstwa Jana Robaka). W szkole średniej współredagowała gazetkę szkolną „Konar”, wówczas też nawiązała współpracę z „Farą Mielecką”.

 

Od sześciu lat regularnie pisze dla tego pisma felietony. Zebrane w całość, otrzymały one tytuł „Przystanki w drodze” i obecnie czekają na wydawcę. Jej twórczość zaprezentowana została dotychczas na niniejszej stronie internetowej, na portalu Hej.mielec, w „Artefaktach” – Mieleckim Roczniku Literackim Nr 1 (2012), a także powieści fantastycznej, zatytułowanej „Tęczowy Kryształ”, [więcej] adresowanej nie tylko do najmłodszych czytelników, ale do wszystkich wielbicieli baśni, do których zresztą sama należy


Katarzyna Łysoń i inni, Mielec 10.01.2015

link do filmu: http://youtu.be/6kOvLtjV4KE
Nagranie wideo: MERITUS


***
A właśnie cichy wieczór zapada majowy
I w sercu znów się budzi ta tęsknota znana,
Co do snu ukołysze, twarz ochłodzi łzami
I czuwać będzie przy mnie do rana, do rana…

Tęsknota nie wiem za czym! Smutek – nie wiem czemu…
Słońce co dzień zachodzi i co dzień znów wstaje.
I tak znów będzie jutro, smutek nie pomoże.
Po to, by znów coś zacząć, Bóg dzień nowy daje.

Ale dzisiaj tak smutno to słońce zachodzi,
Tak czarno się rysują drzew ostre kontury,
Tak spokojnie noc idzie i gwiazdy zapala
- właśnie jedna zabłysła, wysoko, u góry…

Tak się srebrzy i mruga jak serce bijące,
Jak łza śliczna migoce i za chwilę spadnie.
Do samej głębi serca, zostanie jak diament,
Piękne, czyste wspomnienie gdzieś tam w sercu na dnie.

I gdzieś się z głębi duszy wyrywa westchnienie,
Jakieś takie cichutkie wołanie do nieba.
Może Bóg będzie wiedział, bo dusza już  nie wie,
Za czym tak bardzo tęskni i czego jej trzeba.

Szukam ciągle swej drogi. Może kiedyś znajdę?
Lecz na razie noc idzie i do snu układa.
Słońce dawno się skryło, niebo traci blaski,
Gwiazda wzeszła i wieczór cichy już zapada.

Cisza
Ciszo ty moja, ciszo spokojna,
Co tak w świątynnym półmroku drżysz,
Gdy serce wreszcie pełne pokoju,
Oczy podnoszę, patrząc na Krzyż.

Ciszo ty moja, ciszo przedziwna,
Pełna najdroższych wspomnień i snów,
Ciszo, co szepczesz gdzieś na dnie serce
- ogarnij ty mnie i mów, i mów….

Na Krzyż na ścianie patrzę z powagą,
Słyszę glos w sercu – mówi jak żyć.
Wszystko jest jasne, czyste i piękne,
W ciszy szept słyszę – idź dalej, idź…

***
Czy biegnąc po ziemi, czy lecąc po niebie,
Czy patrząc do przodu, czy patrząc za siebie,
Czy z żalem żegnając, czy z radością spiesząc,
Czy w ulewie moknąc, czy słońcem się ciesząc,
Czy idąc jak burza, czy pełznąc powoli,
Czy w radości będąc, czy w serca niedoli,
Czy ludzie są wokół czy sama na świecie,
Czy będąc kobietą, czy tez jeszcze dziecię,
Czy drogi prostując, czy idąc w zawiłość,
Nic nie mam na własność – tylko ból i miłość.

Niech twarz się ukryje i niech imię zginie,
Niech dusza zostanie nie w słowach, lecz w czynie,
Niechaj nikt nie pyta, kto jest, skąd się wzięła,
Cokolwiek się wydarzy – Bóg dokonał dzieła.
Niech Jego to Imię na skale wyryte
Oznaczy zwycięstwa i szańce zdobyte.
A ty się sam, człowieku, nie zwij Bożym Synem,
Dopóki słów tysiąca nie zaświadczysz czynem.


Do miłości
(z przymrużeniem oka)

Znowu przyszłaś na chwilę. Jak zwykle – na żarty.
W końcu się przyzwyczaję, nic już z tym nie zrobię.
A ja muszę wciąż sama ten mój los uparty
Ciągnąć w górę za uszy. A ty wciąż kpisz sobie!

Kpisz sobie ze mnie ciągle. Za rękę mnie chwytasz,
Ściskasz, szepczesz na ucho, na znak tylko czekasz,
Że ci w końcu uwierzę – gdy to w oczach czytasz,
Śmiejesz się ze mnie głupio i znowu uciekasz.

Proszę? Mówisz, że przyjdziesz? Akurat ci wierzę!
Ciągle to obiecujesz, a jak mnie to złości!
Wciąż mnie wpuszczasz w maliny, lecz powiem ci szczerze –
Ja cię w końcu dopadnę, ty głupia miłości!<.div.

 

Please publish modules in offcanvas position.