Jestem poetą, tworzę od ponad dwudziestu lat, mieszkam w Dębicy. W wydawnictwie Miniatura w Krakowie wydałem do tej pory siedem książek poetyckich oraz dwie pisane prozą. Aktualnie ukończyłem ósmą książkę poetycką, oraz trzecią prozatorską, których wydanie planuję na rok 2018. Twórczość pisarska, która zarówno mnie inspiruje, jak i jakiej klimat sam pragnę oddawać, to zdecydowanie twórczość poetów wyklętych.
Charles Baudelaire to mój mistrz. Poruszam tematy trudne, pisząc językiem bezpośrednim, bez owijania w bawełnę. Piszę o chorobach psychicznych, nałogach, odrzuceniu, poczuciu wyalienowania z tzw. poprawnego świata. O brzydocie - która mnie fascynuje - kalectwie, biedzie i grzechu. Moja twórczość nie jest radosna. Ale jest retrospekcją prawdziwej, drugiej strony życia.
Tej, którą omijają ludzie pragnący tylko i wyłącznie skakać z radości, udając, że świat nie ma "gorszej twarzy".

Godzina, czyli sześćdziesiąt nieskończoności

Czy jeśli teraz cię pocałuję
a przed chwilą -
- nigdy wcześniej cię nie widziałem na oczy
(spragnione)
i potem
nigdy cię już nie zobaczę na
te spragnione oczy
to czy to będzie romans?
Jeśli przed chwilą nie było
takiej samej chwili jak ta
(usta się biją o więcej)
i potem
już takiej nie będzie
czy wtedy romans chwilowy
będzie wartym chwili romansem?
Bo jeśli tak to ja
chcę z tobą romans
Usta się bić będą o więcej
te nasze oczęta zamkniemy
i
...


Milczenie FM (epizod łódzki)

Mieszkam w mieście
miliona ludzi
Oni też
(podobno)
czekają
aż ktoś ich zaprosi na spacer...
(powiedziałem: smacznego
gdy konsumował chwilę.
Zaproponował mi-żebym spierdalał)

Mieszkam w domu
orłów zmęczonych życiem
Marzą o przygodzie
zamknięci na amen
w pokojach

A jak jeżdżę autobusami to
od dźwięków disco gorszy jest tylko
brak alternatywy
(Krzyknąłem: Ludzie! Zmieńmy stację
na SIEBIE!
...
Milczenie FM)
Mieszkam w mieście
miliona ludzi
podobno oni też
mieszkają w tym mieście


Popsuty

Jak mnie chcecie zabrać do nieba
(swojego)
naprawić
wyczyścić...

podać mi rękę
bym nauczył się chodzić
jak wy

jeśli nie dotknęliście gołą stopą
mojego piekła?

Jak mnie wyspowiadać chcecie
palcem wskazującym
i ostrością języka

gdyście nie zbłądzili
i nie upadli po stokroć?

Skąd wiecie czym jest to niebo
do którego wszyscy powinniśmy zmierzać
jeśliście
ze swojego domniemanego raju
na dno nigdy nie spadli...?

Czym jest Dobro
o zbawiciele
dla waszych umysłów
jesli stroniąc od grzechów
nigdy nie poznaliście ich smaku?

(Jestem tu
zdobędziesz się na odwagę by
po mnie zejść?)

Czekając na górze
nie naprawisz niczego dobry człowieku
jeśli sam nigdy nie byłeś

popsuty...


Psychiatryk

Droga Pani bibliotekarko!
Długo nie odzywałem się do Pani, proszę wybaczyć.
Mam ogromną nadzieję, że się Pani zamartwiała o mnie i poprzez moje nieodzywanie, schudła kilka kilogramów, odmawiając sobie posiłków. Wszak jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciel powinien martwić się o drugiego, jeśli ten nagle gdzieś znika. Zdaję sobie sprawę z innej definicji przyjaźni:
Jesteś to jesteś, a jak cię nie ma, to nawet nie zauważę, bo nie pamiętam loginu…
No, ale my przecież nie kalamy się tym najnowszym wynalazkiem w postaci fałszywych relacji internetowych.
My jesteśmy żywi. Z krwi i kości.
Tak więc, mam nadzieję, że mocno Panią zaniepokoiłem swoją chwilową nieobecnością, ale już spieszę do sedna kolejnego listu, bo jak to u mnie, wiecznie poszukującego prawdy w coraz bardziej sztucznym świecie, dzieje się dużo.
Otóż, miałem ostatnio zaszczyt wielki, przebywać w szpitalu dla ludzi wrażliwych. Ba, nadwrażliwych. Takich, którzy świat chłoną całym sercem. Nie ograniczają się w miłości – zawsze kochają szczerze i bez granic. Jak nienawidzą, to też naprawdę (wielu na pokaz nienawidzi, żeby tylko mieć swoje zdanie, gdy właśnie go wcale nie mają…) bo uczuciowość ich, podkręcona, jak kaloryfer na zimę, tak jest rozpanoszona w duchu, że inaczej nie potrafią. To ludzie, którzy na wszystko co piękne i wszystko co brzydkie, reagują natychmiast i najmocniej jak się da. Coś podobnego, jak dzieci. Nigdy nie udają niczego, bo nie potrafią. Serce mają na dłoni, delikatne są(bardzo wtedy cierpią, zanim staną się dorosłymi), a zachwyca ich, lub oburza, każdy element istnienia wokół, bo na nic nie potrafią być obojętni.
Niby oczywiste, wszak jesteśmy ludźmi, prawda? A jednak pozmieniało się to jakoś. Tak, że kto teraz sercem -  a nie rozumem, pragnieniem - nie stanem środków na koncie, tęsknotą - a nie strategicznym geniuszem, się w życiu kieruje, ten potępiony i karmiony szpitalnym wiktem.

No i to podobno choroba jest, ta uczuciowość, więc wymyślono na to owe szpitale i powsadzano tam tych ludzi, co czują więcej, widzą więcej, a serce przeważnie zastępuje im tak zwany(co za cholerstwo!) zdrowy rozsądek.
Tak więc będąc w tym  psychiatrycznym szpitalu wiele się nauczyłem o życiu i ludziach. Ale postaram się pokrótce, żeby się Pani czytaniem nie zamęczyła.

W tym szpitalu dla biednych, więcej czujących ludzi, karmi się jakoś dziwnie, niemiłosiernie. Gdy człowiek zabije, okradnie, zgwałci, skrzywdzi, dostaje za karę pyszną kuchnię w porcjach, jakich nawet nie przeje. A gdy ktoś zachoruje, otrzyma na talerz mizerną porcję niezidentyfikowanego paskudztwa. Więc jak to jest z tymi zdrowymi, porządnymi ludźmi, co w trosce o innych zakładają i prowadzą szpitale, a za karę jeszcze dla innych – więzienia? Czy to normalne, że człowiek w chorobie gorzej jest traktowany pod opieką, niż złoczyńca pod kluczem aresztu? Być może się nie znam, w końcu to ja tu gram rolę chorego umysłowo…
Spotkałem się z wielką nieżyczliwością ze strony lekarzy.
Wie Pani, droga Pani bibliotekarko? Jak przyjdzie człowiek do takiego szpitala, to od progu jest traktowany, jakby chciał zabić wszystkich ludzi, coś zniszczyć, coś ukraść, itp.itd. Jak…chory psychicznie.
Ale cóż to oznacza „chory psychicznie”? Czy to ten, co przez swoją uczuciowość zakochał się za mocno i zwariował z tej miłości, że się sam nie da rady pozbierać? Albo ten, co biedę taką w domu miał, że wreszcie z głodu i z tej biedy zwariował? Albo ktoś, kto pobłądził w życiu i w nałogi wpadł i sam z nich wyjść nie potrafi?
A może „chory psychicznie” to ten normalny, co uważając się za zdrowego, potrafi drugiego przeklnąć, opluć, popchnąć, wyszydzić? Może ktoś, kto wymyślił karabin? Albo bombę atomową? Taak. To akurat się nazywa nauką.
Nauka zmierzająca w pewnych kategoriach do masowego Holokaustu, to dobro ludzkości, bo nauka zawsze jest dobrem. Ludzie wymyślający, jak zabić milion osób w minutę, to wielcy naukowcy z tytułami.
Ktoś, kto pada na kolana przed fałszywymi bożkami, nawołuje pod groźbami innych, by też padali…
Ktoś, kto wymyśla definicje na poprawność człowieka, swoje życie przeżywa na niby, żyjąc tak, aby przypodobać się innym, aby zyskać coś materialnego…
Żyjący na ciągłej karuzeli komercji, za pomocą wyzysku, władzy, przemocy, kłamstwa…
Wiele można wyliczać.
A jednak - chorymi psychicznie nazywa się ludzi, którzy wiedzą, co to serce i dusza.
Błądzą, bo poszukują.
Cierpią, bo ufają.
Płaczą, bo wierzą w ludzi.
Upadają, bo walczą do ostatniej chwili, zamiast poddać się i przejeść na stronę wroga.

I tak przebywając w tymże szpitalu, widząc, jak ogromnie życzliwi są dla siebie wszyscy jego pensjonariusze, jak szybko i prawdziwie się zaprzyjaźniają ze sobą, a porównując to to obłudy i nieelegancji wszystkiego co poza nim, doszedłem do wniosku, że świat dzieli się na dwa obozy:
Szpitale psychiatryczne i psychiatryki.
Więc jeśli chciałaby Pani, droga Pani bibliotekarko, skosztować prawdy, proszę dać się zamknąć w takim psychiatrycznym szpitalu. A jeśli chce Pani być w psychiatryku, to już tam jest Pani. Bo największym psychiatrykiem dla „umysłowo zdrowych” jest społeczeństwo.
Nie ma większego skupiska „psychicznych”.

Wyszedłem niedawno z wspomnianego szpitala. Wprost na ulice psychiatryka. Już nikt nie mówi mi: Dzień dobry. Nie uśmiecha się życzliwie, mimo, iż jestem dla niego obcym człowiekiem. Nie dzieli się bułką, nie pyta o samopoczucie, nie zaprasza na wspólną herbatę.
Tu, na wolności wszystko jest po staremu.
Pozdrawiam Panią z psychiatrycznego świata.
I proszę pamiętać! Psychiatryk i szpital psychiatryczny to nie to samo. Jedno jest wszędzie poza drugim, a to drugie daje prawdę o życiu i ludziach.
Choć niewielu jest w stanie ją pojąć.
Są zdrowi. Normalni.

rebel

Urodziła się w 1966 roku w Kraśniku, dzieciństwo spędziła w Zdziechowicach. Ukończyła Technikum Ekonomiczne w Stalowej Woli i z tym miastem związała się na kolejne lata, tu założyła rodzinę. Pracowała w Dziale Księgowości w Hucie Stalowa Wola. Pasjonuje się zielarstwem i medycyną naturalną, uzyskała certyfikat UE w tej dziedzinie. Przez wiele lat opiekowała się ciężko chorą mamą i w tym okresie zrodziła się u niej potrzeba wyrażenia swoich emocji, przemyśleń, nastrojów w formie poetyckiej. Początkowo pisała „do szuflady”, w ostatnich latach opublikowała kilka wierszy w stalowowolskiej gazetce promocyjnej „Free”. Od kilku lat uczestniczy w spotkaniach Stowarzyszenia Literackiego „Witryna” w Stalowej Woli i Mieleckiej Grupy Literackiej „Słowo”. Przygotowuje do druku swój debiutancki tomik, poświęcony pamięci Mamy.

Szklane serce    

Moje serce skaleczone
Moje serce szklane
Deszcz łez rozbija
Na okruszki szkła
Każdego dnia.
Nie zbieraj
Bo się pokaleczysz.


Nadzieja

Zbieram garściami wspomnienia
Łowię minione chwile
Myślami biegnę, by złapać szczęście
I zaległą nadzieję…
Wiara daje siłę i mówi
Że wróci miłość do świata i ludzi.


Tato, dlaczego?

Wspomnienia o Tobie męczą tak
Gdy w nich widzę Twoją przemęczoną twarz.
Ale dotyk trawy, gdy chodzę wśród łąk
To łagodny dotyk Twych spracowanych rąk.
Dzisiaj, gdy życie i rodzina może mnie zaskoczyć
To pamiętam Twoje spokojne oczy.
Gdy najbliżsi dzielą na czworo włos
To pamiętam Twój ciepły i łagodny głos.
Czasem, gdy się sama po mieszkaniu snuję
To myślę o Tobie – Ciebie mi brakuje.
Mam w życiu wszystko, nie brak mi niczego
A jednak za Tobą tęsknię, kto to wie, dlaczego…


Pociąg marzeń

Wsiadam do pociągu marzeń
Za oknem góry, lasy, równiny
I tylko stukot kół o szyny
Wytrąca mnie ze snu.

Rozglądam się wokół
I nie widzę Cię, Mamusiu…
Tak bardzo tęsknię
Choć mówią, że czas leczy rany…

Nie wyznaczam sobie celu podróży
Bo w moich marzeniach i tęsknotach
Wydaje mi się, że zbliżam się do Ciebie…


Dzień Matki

Gdy żyłaś, świat był wspaniały…
Nauczyłaś mnie życia, otworzyłaś oczy
A teraz tęsknota tylko za mną kroczy.
Wydawałaś się krucha, lecz jak trzeba – silna
A ja na lekcji życia byłam dosyć pilna.
Dziś, gdy życie tak boli, serce z żalu się kuli
Nikt mnie nie wysłucha, nikt mnie nie utuli…
Gdy byłaś obok, czułam się jak w niebie
A niedługo pierwszy
Dzień Matki
Bez Ciebie…



Drobiazgi

Swego szczęścia szukaj w drobiazgach
W słońcu, co świeci
W zapachu kwiatów
W uśmiechu dziecka

Szukasz szczęścia w Paryżu, w Londynie
A ono jest za progiem
To się naprawdę zdarza
Otwórz oczy i uwierz w siebie
Uwierz w miłość…


Jesień życia

Piękna jest jesień, nie tylko życia
Bogata w słowa oraz w odkrycia.
Masz dużo czasu, więc się nie śpieszysz
Możesz pogadać, kogoś pocieszyć.

Krótkie wspomnienia, szczere uśmiechy
Czekasz na wnuki, to twe pociechy.
Korzystaj z życia w jesieni wieku
I dbaj o siebie, starszy człowieku.

Idziesz na spacer i do kościoła
Życzliwych ludzi widzisz dokoła.
Minęło  życie jak jeden rok
I co dzień bliżej ten trudny krok.

Myśl o swych bliskich, do których pójdziesz
I w Bożym Świecie na pewno ujrzysz.
Więc zanim zgaśnie jesienne słońce
Ciesz się i nie myśl wciąż o rozłące.

Masz jeszcze siłę i potańcować
I poswawolić, i pocałować…
Trzymaj się mocno tego co cieszy
I myśl o sprawach, w których pocieszysz.

Uśmiech i radość niech cię wyróżnia
Bo jesień życia to nie jest próżnia.
 

Rafał Stanisław Bańka "baumer"

HALIFAX  nr. BB 438

Straszliwe zgnieść musiały Ich siły
gdy skrzydła się wreszcie w ziemie wbiły
płomieni otuleni kocem , stalowym przygwożdżeni grotem
jak Chrystus w belki swego krzyża.

Co czuli kiedy śmierć się zbliża?

Oprócz  potu z benzyny i krwi...jęku kolegi i stopionych  drzwi...
gdy silnik kaszlał już skowytem tęsknym
za sobą wlekli już pióropusz gęsty ,kiru żałoby ten ogon ponury
mijając wioske spod Sadkowej Góry.


Kogo w swych myślach wtedy przywołali ?
 w ostatnim locie-  słusznym boju

Im zawdzięczamy  czas pokoju

Bo Oni przyszli prosto z chmur
przez las piorunów, przez grad kul
z lotnisk Italii poprzez burze
by skończyć lot w Sadkowej Górze
i spleść się z ziemią nieojczystą


Przecięli ziemie jak niebieski pług
by płonąć potem jak ofiarny stóg.


Czy to przypadek ,ze skrzydlaty ptak...
Jest na tle nieba niczym Chrysta znak ?
ofiarny fenix ,który w ziemi tkwi
co nam wywalczył dziś pokoju dni.

Wrzące opary połykały usta
twarze w grymasach ,pokrwawionych  lustrach
w oczy patrzyly odbicia  bliżniacze
jeden już umarł,inny wtedy skacze...
Czyje Ich wtedy żegnało oblicze ?
kiedy u kresu dni kończyli życie ?

Krwawo pękały topione zwierciadła
a kiedy ranna maszyna już spadła
ognista gwiazda i swoim kolosem
germańskim srogo uderzona ciosem
kadzidłem chwały kadząc dom i zboże
w swoje objecia racz Ich przyjąć Boże
historii tej dając epilog

Chcieli ratować  kraj sponiewierany
I  niech IM szumia  pieśń tę złote łany

Bo Oni przyszli prosto z chmur
cięci burzami, cięci gradem z kul
w ogniu krzyżowych świateł reflektorów
szukając grobu w sandomierskich jarach
dla ciał (bo dusza w niebiańskich hangarach)

Pamięć żołnierzom sojuszniczych armii
daniną życia swego wolność nam wydarli
jęk sie Ich splatał z metalicznym zgrzytem
kiedy sie wbili ognistym kopytem
cięci ostrzami blach stalowych noży
Piloci RAFU rycerze przestworzy.

11 lipca 2017


PIEŚŃ CYGAŃSKO-CYRAŃSKA
~derib | poezja / wiersz wolny

jadą wozy kolorowe ,jadą mącą koła w głowie
jadą wozy wolnych ludzi żaden trud ich dzisś nie truudzi
konie graja kopytami kurz tej drogi tańczy z naami
brzeczą kubki i patelnie
slużmy swej wolnosci wiernie

ogień tańczy na popasie suknie piękne w całej kraasie
iskry tancza i wiruja to cyganie konia kuja
wiersz sie wtyrwał dziś Papuszy - to jest cząska romskiej duuszy
las korona tu przygrywa -prosta droga chociaż krzyywa


bies cygański ma kapelusz (ich w taborze jest niewieelu
na starym rowerze jedzie kurs wytycza Im na przeedzie
twarz ma czarna niczym sadza dzisiaj jest cyganska wladza!!
jedzie tabor widmo ,duchy ,ledwo we mgle widac ruchy...

jedzie tabor...


ROZROST
~derib | poezja / wiersz wolny

Świecące oczy smoka
Przeszywający wzrok
Niczym pięść, co spada z wysoka
By cie strącić w mrok

Gardziel, co samotnością zieje (a czarna jest jak smoła),
Wchłania samotność garśćiami, pomocy czasem zawoła:

"Tak bardzo czekał na Ciebie!"
"Tak bardzo mu Ciebie zabrali!"
Zaszyli Twe serce Mario

w plastikowej lali

I nie ma dla niego Maniu
Niczego, co byłoby warte
Bo serce pełne gniewu
(Prawie na trzy czwarte)

Gardziel, co samotnością zieje (a czarna jest jak smoła),
Wchłania samotność garśćiami, pomocy czasem zawoła:

"Tak bardzo czekał na Ciebie!"
"Tak bardzo mu Ciebie zabrali!"
Zaszyli Twe serce Mario

w plastikowej lali

Serce, co pełne żółci
Co w dusze się mu wlewa
"Po co to było?!" - woła
Zamiast radośnie śpiewać

Gardziel, co samotnością zieje (a czarna jest jak smoła),
Wchłania samotność garśćiami, pomocy czasem zawoła:

"Tak bardzo czekał na Ciebie!"
"Tak bardzo mu Ciebie zabrali!"
Zaszyli Twe serce Mario

w plastikowej lali

05-09-2015

WIEM
~derib | poezja / wiersz wolny

Przyjde do Ciebie
gdy Ty bedziesz z nim
i powiem Tobie:"ja juz wszytko zrozumialem".
A Ty pozwolisz mi odejść.
Jak ja pozwoliłem odejść Tobie
I Tylko twarze naszych dzieci
Jak dwie samotne wyspy
Ja my-dwie ziemie sobie wrogie
I nie pomoże świety Walenty
Nikt z nas nie był i nie jest święty
choć świętym każdy być powinien
Przyjde do Ciebie
Gdy żyw troche jestem lub gdy całkiem zgine

Wybacz mi prosze
Co złe nie pamiętaj
Wierze,że kiedyś sie spotkamy
Ja święty
i Ty-święta



PAMIĘCi Iana Curtisa

w czarnej prochu chmurze lecisz ku górze Ianie
czarna chmurą prochu moszcząc niebiańskie posłanie
z trójkąta bólu wyborów Twe wyrwanie
Twój koniec i odlot
jak skończone pranie

29-08-2014


DARIUS KENNEDY BLUES

25 zbrojnych na człeka jednego
(strzelali by sie bronić,mój drogi kolego?)
On sam w rozpaczy i z nożem jedynie!
Opedzał się od zgrai(czy wiedział,że zginie?)
Czy ćpal,czy zabił,(jaka Jego dusza?)
25 (!) zbrojnych zabiło Dariusa.

I choćby kradł i zabił, nie wiem jaka wina
Postrzelać lubi sobie każy SUPERGLINIARZ.
Tłumy przechodniów tę scene kreciło
Celując aparatem w Dariusa,gdy ginął
W centrum wydarzeń, powiedzą,że byli
Śmierć chociaż Twoją, Darius uwiecznili

Czy kradł czy zabił? Jaka to przyczyna?
Że ogień otworzył wtedy każdy glina?
Czy za kolor czarny?Zakręty życiowe?
Czemu Darius zginął?Jaka jest odpowiedż??
Strzelili niemal salwą (do człeka jednego!)
Zabili więc Dariusa ,tak jak Kennedy'ego.

Czy ćpał,czy zabił-cenne każde życie.
Medal za odwagę ?medal za zabicie...


fakt z 14.08.2012 z krainy Wschodnich Stanów Pier...Ameryki ( USA )

streścił -CKS rav

20.082012


 W "MOIM" KRAJU (RYM)
~derib | poezja / formy klasyczne

W "moim kraju" co na Bożym globie,
pod Bożym niebem-
nie odpoczniesz sobie.
Podatek od szopy, dobroci i duszy
w nadwislańskim kraju-oddać władzy musisz.
Działka prywatna!
Droga państwowa!
(Od "działka prywatna" Boże mnie uchowaj.)
Oddycham za darmo,jeszcze to zostało.
Nie wiem na jak długo?
Bo ciagle IM
mało


"Ciągle im mało,mało, mało mało..."

ps.Kinga ,tak Cie kocham
tak mi ciebie brak
Ale z ciebie suka
niech cie trafi szlag...


ravcks'-17 lipiec 2012



NAZWISKO NIEZNANE

Miałkie umysły
podłe serca...
Miecz uczyniłem z cienia wiersza
Do tych co sprawe te miarkują
Z szacunku dla Tych co w więzieniach
bez rodzin swoich, dzieci ,żony

Wrzucam te karte czyniąc
akt swój
obywatela i sumienia
W pamieci mając utraconych.
Dla Nich
bo mówił mi tak ksiądz ambony.
Skorupka
z czaszką przetrąconą.
i krzyż tu stawiam nie lewakom
i innym frakcjom podejrzanym.
Krzyż tu swój stawiam Wam
Polakom
w leśnych ostepach pochowanym.
i krzyż swój stawiam grobom Lisa,mscicielom
świetym utraconym
do Was Ojcowie wołam dzisiaj
choć sfrustrowany i zmęczony:

I krzyż rysuje
X
Duszom leśnym
Lwowa dziecieciom mi nieznanym
bo wymarzyli to co dzisiaj
czasem "wolnością" nazywamy
amen

19 pazdz 2011


WAHADŁO z ALEI SZUCHA
~indiarav | poezja / formy klasyczne

NIE WIEM JAK WYGLADAJĄ PLECY
PO CIĘŻKICH UDERZEŃ WAHADŁEM
GDY KOCUR NADCZŁOWIEK JAK W BĘBEN
UDERZAŁ WAHADŁEM ZAJADLE.
RAZ PIERWSZY OD DNIA TAMTEGO
KĄPIEL W KLOZECIE JEST MĘKĄ
ODDAJĘ MĘŻCZYZNIE,KOBIECIE
(W TRAMWAJU NA SZUCHA) CHLEB SWÓJ.
SAM KARMIONY UDRĘKĄ.

13 grud 2010


POETA ZABITY
~indiarav | poezja / wiersz wolny

Grześ Przemyk zabity
zomo niekarane
W Kraju, gdzie psa zabij-
2 lata dostaniesz.

40 razów pałą
od wron zwyrodniałych
smierteny makijaż
oto kraj nasz cały


Oświadczenie sączy TV
Szyk pełen i para.
Poeta zabity -
Kolejna ofiara

Na próżno tu sensu
i logiki szukasz
nie w czas i nie w miejsce trafił
taka to nauka


Wiare zamordować-za to wyrok drugi
Za Grzesia Przemyka przedawnia sie długi

02-08-2010


wiersze powstały w latach 2002-2017 z duszy a spod ręki Rafała Stanisława Bańki z Mielca ps."Baumer" (na digart.pl jako derib indiarav)

Pochodzi ze Stalowej Woli. Od wielu lat mieszka w Rzeszowie.
Pierwsza wzmianka o jej twórczości poetyckiej ukazała się w 1995 roku w Almanachu „Cieniutka kładka niepewności”. Przez długi czas pisała wiersze do szuflady a od ponad dwóch lat poezja ponownie zagościła w jej życiu.

Należy do Koła Młodych przy Związku Literatów Polskich w Rzeszowie i do Klubu Poetów Podkarpacia „Perły” w Mielcu. Na spotkaniach poetyckich prezentuje wiersze i chciałaby wydać w najbliższym czasie tomik. W maju 2017 r. wzięła udział w III Rzeszowskiej Nocy Poezji, gdzie otrzymała wyróżnienie. Myślą przewodnią jest dla niej to, co powiedziała poetka Anna Kamieńska, że poezja jest tylko sposobem dojrzewania, dlatego nie wstydzi się słabszych wierszy – są etapami, dochodzeniem, samookreślaniem.

Romantyk
Obezwładniam  cię
swym ciałem
odkrywam wzrokiem
jak pająk swą sieć
ustami kładę
różnorakie pieczątki
na twym ciele
mocno wpuszczam oddech
byś uleciał w jaskrawe
 przestworza
głowę kładę
w otwarty tunel

i tak przeistaczam się
w inną kobietę
i tak jestem w swym
żywiole

Entuzjastyczny ogród
W entuzjastycznym ogrodzie
znajdę zaszczytne miejsce
zasadzę tam siebie
z napisem- dla ciebie

A  gdy wiosen przybędzie
zabrzmi etiuda
wiatr zacznie rozrzucać
włosy na wspak
korowód białych motyli
będzie nas prowadzić

Pójdziemy aleją
uniesienia
Pszczoły świerszcze
i wiatr
rozbudzą umarły
koncert sprzed lat

Wiara
W przeźrocza
W przedsionki kobiecości
W półmroku bezsilności
W chwiejącą się bezradność
Zaczął posuwać kroki
Zmierzając wyboistą drogą
Wierzył że dojdzie
Do mety
Z nią – przemienioną
Wczoraj biedną
Dzisiaj duchowo bogatą

Niezaproszony
Przytulił się do drzwi
mego życia
i ujrzał przez szparę
ocean łez
garść fioletowych słów
nogi z jedwabnych nici
i ścieżkę ciemnej zagłady

chciał drzwi usunąć
i wszystko przemienić
lecz wiedział że nie może
nie został zaproszony

Aktorka
Chciała być nią
królową bez mienia
więc weszła w zachwyt
upiększenia

Minęło kilka miesięcy
lat kilka
upadła
wstać nie umiała

Chcę wrócić do siebie
do siebie-krzyczała
chcę ujrzeć wolność
tę którą miałam

Lecz życie wrzasnęło
chcesz wstydu mi przynieść ?!
masz grać królową
tę którą tak chciałaś

Niespełnione marzenia
Wsiadała
drzwi zamykała
wierzyła że będzie tam
lecz jesień za nogi
ją  pochwyciła
mgłą ręce opatuliła
staruszek
z siwą brodą
przydał jej lat
paparazzi  po kątach
zdjęcia strzelał
i nic jej odlecieć
nie pozwalało

Miłość
Na skraju rzeki
Miłość na nich
Czekała
Chciała szumem
Wody zatriumfować
Ale nie umiała
Rzuciła tylko
Koszyk białych
Pereł na szczęście
Mówiąc
Weźcie je
Na szlak swego życia
A kiedyś
U krańca drogi
Zawiążcie korale
W podzięce

 

Ewelina Łopuszańska, poetka, animatorka kultury
Poezją zajmuje się od ok. 15 lat, prowadzi imprezy poetyckie, recytuje. Zafascynowana jest malarstwem jako przekazem emocji i fotografią jako możliwością zatrzymania na zawsze wydarzeń i portretów ludzi. Dużo podróżuje po Polsce, gdyż uważa że należy znać swoją ojczyznę. Poza Podkarpaciem jej ulubionym regionem są Kujawy.

Intersuje się prasłowiańską kolebką Polski. Pierwszy tomik poetycki „Ewoliny” wydała w roku 2013, z grafikami Wojtka Atamana. Za tomik ten otrzymała nagrodę Związku Literatów Polskich w Rzeszowie „Za najlepszy debiut podkarpacia”. Drugi tomik „Dotyk Kamienia”, również z ilustracjami Atamana wydała w roku 2015 Trzeci tomik „Pocztówki” wydane w roku 2016.

Czynnie uczestniczy w wydarzeniach artystycznych Rzeszowa i Podkarpacia biorąc udział w wernisażach malarstwa, fotografii oraz spotkaniach poetyckich w Bibliotece Wojewódzkiej, Wojewódzkim Domu Kultury, osiedlowych Domach Kultury, a także w klubach i kawiarniach na terenie miasta i w gminnych ośrodkach kultury, np.: Lubeni, Cierpiszu, Medyni, Wiśniowej.

Jej wiersze ukazały się na łamach prasy regionalnej w gazecie „Nasz Dom Rzeszów”, „Głos Tyczyna” i na portalu internetowym pogranicze.eu, oraz sprzyjaciele.blogspot.com, a także w antologii „Rzeszów w poezji” wydanej przez Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną w 2010r, oraz w Antologii poetów Regionalnego Stowarzyszenia Twórców Kultury w roku 2017. Jest aktywnym członkiem Towarzystwa Przyjaciół Rzeszowa, Klubu Poetów Podkarpacia „Perły”, oraz Regionalnego Stowarzyszenia Twórców Kultury, gdzie jest Członkiem Zarządu - skarbnikiem. Posiada dyplomy oraz listy gratulacyjne, również od prezydenta miasta Tadeusza Ferenca.
Nagrody:
konkurs „Cięte Słowa” portal internetowy Namida rok 2011
konkurs „Harmonia Dusz” rok 2011
konkurs „O Wawrzyn Sądecczyzny”  biblioteka w Nowym Sączu rok 2012,2014
konkurs „Wrzeciono” Stowarzyszenie „Majdaniarze” Nowa Sarzyna lata 2013-2017
konkurs „Pod Majowym Księżycem” Noc Poezji Załęże- Rzeszów lata 2015-2017
konkurs „Ogrody” ZLP Rzeszów rok 2017

TANGO ARYTMIA
Gwiazdy na niebie otula puchem,
Pyzaty księżyc, Rzeszowski gość.
A nad Wisłokiem ławeczek tysiąc
Na jednej siedzą złączone
rytmem miłości serca dwa,

R.Tango arytmia
zatańczą w Wiedeńskiej
Cztery złote myszki
na skos i na bok

W ratuszu światła w oczach migają
Kolorami tęczy jak w dzień,
Srebrna królowa-Noc się przemyka
Pijana jak stary świat.
Na Staroniwie dęby śpiąc szepczą,
O parowozie w dymie i mgle.

R.Tango arytmia...

Nie- początek historii,
W którą brniesz coraz bardziej.
W parku nad fontanną gwiazdy
potłuczone w drobny mak
Sikorski stary wojnę zapomniał
Na zakochanych z cokołu czycha od lat

R.Tango arytmia...


MAMIE
W zieloności się wykąp,
Zanuż ręce, oczy
W bzach piwoniach,
po pas bródź.
Jaśniejące sady bielą obsypane
Szepcą pozdrowienia, zapraszają
Stań wśród zapachu, słuchaj
Śpiewa skowronek swoje trele,
A solosłowika brzmi srebrzyście.
Słońca promienie w pokłonie
zwdzięcznością całują twe ręce
wraz ze mną...

Z cyklu ZNAD GOPŁA

KOŁYSANKA

(dla Mariusza Nogalskiego,
który woje-wodzi)

Dobranoc Kujawo, malowane pole
Ucichły grube trzmiele,
Gołębie przysnęły na ramieniu nocy,

Nie wiem kto zagrał
tę smutna nutę, szeroką
po kres widnokręgu...

Dobranoc żalniki,
Prasłowian prochy,
pośród jezior wysrebrzonych nocą

Dobranoc Kujawo, wietrze igrający
z ogniem kupalnym
gdzie czas wypełniony,
a czar niedopełniony,
a młodzik przegląda się,
w szkle jezior
a ryba niemo wykwita
na powierzchni

Dobranoc zmroku futrzany
pod lasem
                Dobranoc...


RZESZOWSKIE ECHO
Halo- Halooo!
Szukam cię wśród drzew,
echo-oo!
Bawisz się ze mną
w chowanego,
Dudnisz w studni
rynkowej,
Śpiewasz z deszczem
wśród działkowych pomidorów.

Echo-oo!
W szumie fontann
w ptakach,
klaksonach
i syrenach

Echo-oo!
Jesteś?
A może cię nie ma?
-nie ma,
-ma nie,
-mam!

ANATOMIA ŁĄKI
Leżąc, osłabła z gorąca, kudłata
Zielone ciało rozpościera w środku lata,
W złotych żyłkach słońce rozlewa
Łąka, odbijając nagość nieba

Leniwie płyną wśród zieleni traw
Kwiaty,  w niezliczonych wariantach,
Przeźroczystymi szarfami wiatru
Ukołysane i brzęczeniem pszczół

Ciała kochanków zapachem kadzone,
W cieniu maków i srebrnego kopru rosnące
Kołyszą się w rytmie fal zielonych
Przypływu, łodygami dłoni pieszcząc łąkę.

NOCNE ŻYCIE ŁĄKI
wędki gałązek łowiące
zmienne księżyce,
szafranowe szale nieba,
z brzucha nocy,
z ciemności i dezorganizacji,
z żabiej perspektywy
rodzi się łąka makówek
gwiazdy jak środki
nasenne stokrotek, słoneczników
fraktale rosy
skroplone zamknięte w powiekach.
 

 

Please publish modules in offcanvas position.