Surdej Joanna Maria

Joanna Maria Surdej
Urodzona 25 sierpnia 1989 r. w Mielcu. Jest absolwentką III Liceum Ogólnokształcącego w Mielcu. W czerwcu 2011 roku uzyskała tytuł zawodowy licencjata na wydziale pedagogiczno-artystycznym Uniwersytetu Rzeszowskiego ze specjalności: Edukacja Wczesnoszkolna z Wychowaniem Przedszkolnym. Obecnie kontynuuję naukę na studiach magisterskich z tej samej specjalności. Wiersze i opowiadania pisze już od szkoły podstawowej. Początkiem ,,dorosłej” twórczości był jednak rok 2005. Od tamtego czasu wiersze pisze regularnie. Jednocześnie jest w trakcie pisania pierwszej powieści. Wszystkie utwory trafiały do szuflady, tylko kilka ze swoich wierszy zdecydowała się opublikować na forach internetowych.

Pasjonuje ją dzikość Bieszczadów, które najchętniej odwiedza późną jesienią. Od 8 lat jest wolontariuszką Katolickiego Stowarzyszenia Osób Niepełnosprawnych ,,Cyrenejczyk”.  W wolnych chwilach lubi posłuchać starego, polskiego rocka przy kubku dobrej herbaty.

OPOWIEŚĆ O KRAINIE

Tam nic nie jest takie jak tu
nawet powietrze pachnie inaczej
żyją niewidzialni

Umarli…

w swoim świecie mają zupełnie inne prawa
ich muzykę słyszą tylko skamieniałe anioły
każdy dzień widzą

na nowo…

zaczynają od początku
mogą tak w nieskończoność
inne już pragnienia

rodzą się…

nowe oddechy zbudzone z zawieszenia
wszystko czyste i białe
niewinnie

w krainie Bożej miłości.


Samotni kochankowie

będąc sobie przeznaczeni
nie są razem
idą po obydwu stronach
tej samej ścieżki

do tego samego celu
dążą
szukając miłości
która jest obok

pokonują te same potoki
wpadają w te same dołki
jeden czas im dany
jedna droga

gdy dojdą
przekonają się
tam nie będzie nic
tylko oni

utrudzeni wędrowcy
u celu życia
obrócą się i zobaczą
jak wiele przeszli

ujrzą martwe chwile
które mogły być ich
brakło tak niewiele-
wyciągnięcia ręki…

DO PANI DAMY

Tak się proszę pani nie robi.
Mężczyzn się nie pożycza jak parasola na burzę
czy szklanki cukru gdy życie za gorzkie.
Tak się proszę pani nie robi
bo inna kobieta płacze w poduszkę.

To tak nieładnie-
spacerować z nim ich ścieżkami
i dreptać cudze sekrety.
Pani niech się nie obraża.
Muszę panią napomnieć niestety.

Nie przystoi młodej damie
kraść ich szczęścia jak milionów
ocierać twarz nie swoją chusteczką
nie wypada…
Jej mężczyznę tak całować-
to przecież zdrada!

Powiem pani w sekrecie:
tak na ucho, jak kobieta kobiecie.
Ja wiem, jak to wszystko smakuje
gdy nieznane tak kusi…
Ale to strata czasu, niech mi pani wierzy.
Na cudzym nieszczęściu szczęścia pani nie zbuduje.

On kocha tamtą, chociaż teraz pogubiony
i jej na plecach zasunie sukienkę.
Wróci z tajemnego spotkania
i ją chwyci za rękę.
Niech się pani nie łudzi-
taka już natura ludzi.

Tacy są z charakteru mężczyźni
że perfumem i szminką choć skusisz
nie dostaniesz całego, do końca.
On wyjdzie z pani pachnącej pościeli
i odejdzie. Z tamtą życie dzielić.

Pani łzy zostaną i rozczarowanie
poranki długie i smutne
dni identyczne…
Puste.
I po co? Dlaczego?
Lepiej kochać mężczyznę wolnego.

Please publish modules in offcanvas position.